czwartek, 30 stycznia 2014

''Fantazja''

Dawno , dawno temu koło rzeczki na skraju łąki , żyła sobie dziewczyna imieniem Fantazja .Była ona nadzwyczaj ładna i optymistyczna , jej oczy były głeboko niebieskie a włosy miała długie falowane ..ale białe .Lubiła chodzić ubrana w swojej niebiesko-brązowej sukience . Właśnie była zima , a to jej ulubiona pora roku . Legendao niej głosi , że jest córką Jacka Frosta . Mówią tak , dlatego bo ma białe włosy i zawsze przebywa całkiem sama . Ona na pewno sama tego nie wie , iż została osieroconaw wieku 5 lat. Wtedy do sierocinca przyszła kobieta o rudo-kasztanowych włosach i niebieskich oczach . Była to matka Fantazjii , Merida. O niej tez mało wiadomo bo nie była ,,stąd'' .Wiele jest opowieści na ten temat , ale prawdę znam tylko JA.Pewnie się zastanawiasz skąd to wszystko wiem , co ? A więc towarzyszę jej od narodzin , jestem Zającem , ale nie takim zwykłym , bo jestem Wielkanocnym Zającem . Mam taką nadzwyczjna moc , dzięki której potrafię mieć 180 cm. albo być małym.Ale to nie historia o mnie , tylko Fantazjii. O tym dlaczego jest sama na tym świecie , a może nie jest ? W każdym bądz razie zaczyna sie to 399 lat temu , w bazie Świętego Mikołaja , czyli w skrócie Northa. W tamtych czasach trwała wojna dobra nad złem.Wszyscy strażnicy , marzeń , radości , ciemności , jasności ,drzew ...wszystkie nimfy , wodne ,leśne i powietrzne,każdy żywiołak i istota o nadziemskich mocach jednoczyła się do walki z Mrokiem i jego ogromną armią koszmarów . Co było dalej ? tego dowiecie się wkrótce.

I co ? Zapomniałam o bohaterach ale spokojnie . Przykro mi ale rozdziału nie będzie dopóki nie pojawią się komentarze . :/

poniedziałek, 27 stycznia 2014

takie coś .. :3

Mam taką ochotę , żeby pisać takie wymyślone opowiadania , no odrębne od rozdziałów nic nie związane z nimi . I będą bohaterowie ale malutko :) to będzie takie coś , że jak rozdziału nie będzie to zawsze jest opowiadanie nie ? A więc zaczynam od pojutrza ; Nie no nie mogę :) zdradzę wam sekret ..słuchajcie...główna bohaterka ma na imię Fantazja :3 ale nie mówcie nikomu . Aha i chcę podziękować każdemu kto czyta moje badziewia :)

Dobranoc życzy każdemu Oliwka :3

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 8 tylko jedno miejsce..

*Merida*
Moje sumienie mówiło mi , że nie mogę się teraz poddać , że muszę coś zrobić . Długo myślałam , ale cały czas wracałam do świadomości , że straciłam praktycznie wszystko co miałam . Ale do głowy przyszedł mi jeden pomysł : Jack . Jest tylko jedno miejsce gdzie mógł teraz być : Baza Northa ...musiałam się tam udać chociarz , że strach mnie zżerał i to ..strasznie . Gdy miałam wzbić się w powietrze dostrzegłam , że końcówki moich włosów zrobiły się czarne...jak noc . To musiała być sprawka Mroka i tych jego ...koszmarów ! Czułam , że to początek okrutnej prawdy o nim ..ale musiałam ją poznać .Coś ciągnęło mnie w jego kierunku , że moje miejsce jest w cieniu ..otrząsłam się z tego bo przecierz nie mogłabym mieć władzy nad światłością , ogniem .Nie wiedziałam skąd , lecz znałam drogę , to dziwne bo cały czas padał na mnie blask księżyca , spojrzałam na niego i pomyślałam ,,i tak nie będę strażniczką , ale dzięki ;; leciałam dalej i w mrugnięciu oka znajdowałam się na mrozniej powierzchni śniegu ; w oddali było widać drewnianą zabudowę , czyli ,,mieszkanko '' Mikołaja . Powoli zbliżłam się ..żeby nikt mnie nie usłyszał ale chyba na darmo . Przebywałam dość długo z Jackiem , żeby zorientować się , że ma okropnie dobry słuch i nim się obejrzałam , już był przedemną zaskoczony i uśmiechnęty , ale ja od razu posmutniałam ; i gdy właśnie miałam poiwedzieć co się stało , czułam że lecę ..ale Jack mnie złapał i chyba zaniósł do bazy , bo straciłam przytomność.
Obudziłam się ; nademną stał Jack , Piasek , Zając i Yeti .

Jack-Merida ? Co ci ..? dlaczego ty ..no ?
Merida-To straszne...-zaczęłam opowiadać im moją historię ale gdy skończyłam zapadła cisza .
North-Tak..dostrzegliśmy czarny kosmyk , ale to nie wszystko . Twoja sukienka też robi się czarna , co oznacza ,że Mrok ma cie pod kontrolą , jeśli będzie chciał , może tobą zniszczyć wszystko jeśli nie to nie . Teraz wszystko zależy od nas .Jack ,  będziesz jej pilnować .
Jack-Dobrze , Merido nie bój się .
North-Może uda mi się odczynić czar ale to nie jest łatwe ...
Jack-Chwila , moment ..bądz mądry i pomyśl , Mrok słyszy wszystko co się dzieję wokół Meridy tak ? więc nie mów na głos co trzeba zrobić . Bo może posłużyć się nią i nas zabić w każdej chwili .
Merida-Spokojnie , mam jeszcze swój rozum , będę potrafiła nad sobą panować i nie pozwolę was skrzywdzić -czułam , że leją się mi łzy .
Jack-Nie płacz , nie chcę twego bólu , będę o ciebie walczył -powiedział i wiedziałam , że to było szczere .

Cmoknęłam go w policzek  i zdaję mi się  ,że usnęłam . Musiał to być długi sen.....bardzo.Lekko się przebudziłam i słyszłam jakieś szepty i płacz  ....te głosy , to mama i tata ! płakali i trzymali mnie ...byłam wtedy niemowlęciem słyszłam ..

Mama-Nie mogę zostawić mojej córeczki samej na pastwę zwierząt ! -łkała przez łzy .
Tata-Musimy, Mrok będzie jej szukać wszędzie ale do lasu nie zajrzy , połóż ją tutaj .
Mama-Moja kochana Merida...kocham cię i nigdy nie zapomnnę .

Widziałam jak odchodzą wołałam ale zdawało się , że mnie nie słyszą ..to były tylko głuche wspomnienia , które nie wrócą , teraz musiałam się naprawdę obudzić bo nademna stał Jack , trzymając moją małą rączkę , zobaczyłam siebie , byłam cała w czerni , włosy , suknia ,oczy..te niebieskie oczy przepełnione radością , życia ..wygasły.to był mój koniec .Słyszałam znowu..

Jack-Ja ją kocham ! Nie rozumiecie ? Nie ważne jak wygląda .nie możecie jej uśpić , nie możecie ,-Słyszłam ja płacze , Jack ..on..
North-Przepraszam Jack...Piasek , rób swoje ..ona może być teraz niebezpieczna , obudzimy ją kiedy będzie po wszystkim , kiedy Mrok wreszcie zniknie ..zrozum ..
Jack-Ona nie jest niebezpieczna ...a wy robicie wszystko , żebym był sam ! Zpomnieliście , że Czkawka i Roszpunka są zamienieni w czarny piach ?
North-Im nie da się już pomóc ...Naprawdę mi przykro może ..
Jack-Nieeeeeeeeeeeee!

Więcej nie słyszałam , to pewnie ta śpiączka .


Mam nadzieję  , że się podoba :D ok muszą być co najmniej 2-3 komy .  bo nie pisze , chyba że będę miała dobry humor to pomyślę .Serio zostawiajcie komy bo nie wiem czy się podoba czy nie . ok dobranoc misiaki :*



środa, 22 stycznia 2014

Rozdział 7

Nie wiem czy będziecie zadowoleni , bo mam niezbyt dobry humor..ale może komuś się spodoba . czytajcie .
*Jack*
Właśnie zrozumiałem , że Merida nie może zostać Strażniczką . Jej miejsce jest w lesie , pośród dzew ..nikt jej nawet o zdanie nie spytał. Smutno mi przez to ..lecz mogę jej pomóc. Udowodnię wszystkim , że jej nie można rozkazywać i zostanie tam gdzie jej miejsce..z daleka od ludzi.

Jack-Nie bój się.Pomogę ci ..ale muszę cię zostawić.
Merida-Musisz mnie opuścić tak? Ale ..na zawsze ?-ostatnie słowa powiedziała niepewnie .
Jack-Wrócę do ciebie i..pamiętaj nie gadaj z Mrokiem..-odleciał

*Merida*
Przemierzałam las..cały czas, aż nagle przypomniało mi się o Roszpunce i Czkawce ..o nie..przecierz Mrok mógł ich znalezć i , zabić ..o nie nie nie..i wtem pomyślałam ,,przecierz umiem latać , ale gdzie mój kij ?;; . Dojrzałam  go pod starym drzewem wzięłam i poeciałam na łąkę gdzie MIELI znajdować się .Po księżycu było widać , że jest północ.Doleciałam ..nareszcie.

Merida-Roszpunko! Czkawka! Halooo! jesteście tu ?-krzyczałam ..zobaczyłam na trawie ..pamiętnik Czkawki..zmartwiło mnie to , bo on by go nie zostawił.-O nie ..-dodałam po chwili .

Nagle słyszałam dziwne szepty i pomruki ..obróciłam się zobaczyłam Mroka..wiedziałam , że porwał moich przyjaciół .

Merida-Coś ty zrobił ? Gdzie moi..przyjaciele..-pytałam ze zgrozą w głosie .
Mrok-Kto ? Ja ? Achhh.tak. Goszczę ich u siebie...mo może z przymusu.ale nic im nie jest.
Merida-Oddawaj ich!-krzyknęłam i jakoś odruchowo moim kijem cisnełam w niego ognisty promień , który go powalił na ziemię , już wiem przynajmniej jak sie to obsługuje.
Mrok-Nie nie..czekajj...nie musisz być tu sama.
Merida-Nie byłabym..gdyby Czkawka i Roszpunka tu byli..-Zbliżałam się do niego zła.
Mrok-hahaha ten czarny piach co jest u mnie ? No wątpię..
Merida- Co ? skoro tak..to giń śmieciu !-Cisnęłam znowu jasny blask w niego..
Mrok-Ale wiesz co ? Buu-Powiedział i zniknął

W tym czasie napadł na mnie czarny piach , który przypominał wygłodzone konie ...już dawno nieżywe.
Po wszystkim rozglądałam się dookoła i myślałam co zrobić . Gmatwanina myśli krążyła mi po głowie.
I w tej rozpaczy , krzyknęłam głośnie ,,Nieeeeeeeeeeeeeeee!,, I wybuchłam płaczem.

No dobra nie jest dłuższy niż poprzedni ale takie mogą teraz być.. :D pozderki









piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 6 nie mogę ..zostaw..

*Merida*
Czułam , że robi mi się słabo od tego , North mówił cały czas..ale nic nie zrozumiałam . Doszliśmy do jakiegoś otworu..już nie mogę ..

North-A więc czy chcesz ...
Merida-Nieeeeeeeeeeee!
Jack-Co ?

Dopóki miałam czas ..szybko zauważyłam , że umiem latać , i podleciał do mnie jakiś kanciasty kij ..wzięłam go i wyleciałam z płaczem , i żalem . Nie chciałam ich urazić , poprostu nie mogłam ..
Leciałam tak aż do lasu . na polanie się zatrzymałam i upadłam , jeszcze bardziej płacząc . Czułam , że moje serce sciska nienawiść i przedemną pojawiła się postać z czarnego piasku i się zmaterlizowała &nie wiem jak się pisze &
Mrok-Witaj! Na pewno mnie nie znasz ale poznasz..jestem Mrok,Czarny Pan ..
Merida-znam cię , wiem kim jesteś ..-czułam złość w jego obecności-czego chcesz? -dodałam .
Mrok-Możesz jeszcze przyłączyć się do mnie , nie jest za pózno..
Jack-Mrok!? Zostaw ją ! Ona nie jest zainteresowana twoją ofertą! Spadaj pod łóżko!
Mrok-Hahahah-zaśmiał się złowieszczym śmichem-ona wybiera swój los..więc?
Merida-,,swój los'' -powiedziałam pod nosem. - Ja..ja..muszę to przemyśleć.
Jack-Nie możesz ! Jesteś jedną ze strażników !
Mrok-Dobrze..to ja znikam..zobaczymy się po północy..-i zniknął .
Merida-Co chcesz ty ? Moje przeznaczenie , jest tutaj . W lesie..
Jack- Ale dlaczego ? Wracaj ze mną .
Merida-Kiedy ja chce ! Ale nie mogę..to trudne ..zostaw..
Jack-Proszę..Merido ...ja ..jak to powiedzieć ,
Merida-Mów..-zaczynała płakać.
Jack-Ja cię kocham..nie mogę pozwolić , żeby stała ci się krzywda.

*Narrator*
Stali tak w świetle księżyca przytuleni do siebie ... czym jest przeżycie czegoś takiego ? Nikt nie wie..zostało to tajemnicą ...oni się kochają . To jest najmocniejsza broń przeciwko Mrokowi ale oni jeszcze tego nie wiedzą a on tego się boi , tak on..nie wiecie ..co to jest strach ..dopóki jesteście pod opieką strażników jesteście bezpieczni..kochają was ..wy ich.Ale nie wszyscy są gotowi na to ..potrzebują czasu...muszą poczekać .


Ok. taki krótki na powitanie :) spokojnie , bez nerwów . nasteepny dłuższyyyy :D






czwartek, 16 stycznia 2014

sobota, 11 stycznia 2014

Przepraszam

Przez 2-3 dni  nic nie dodam z powodu założenia bloga przez moją koleżankę . Chce żebym jej pomogła i nie moe nic na tpo poradzic . jeszcze raz sorry ..

środa, 8 stycznia 2014

Powiadomienie

Teraz kilka rozdziałów będzie się opierało na Jack'u i Meridzie ale spokojnie wrócimy do Czkawki i Roszpunki..można powiedzieć , że spędzają miło ze sobą czas. Zgaduję , że do 7-8 rozdziału nie będzie Roszpunki i Czkawki ale będą o nich wspomnienia..

Miłego czytania i pozdro :)

wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział 5 ..jestem z lasu a nie z krainy Mrozu..

<Narrator>
Merida nie wiedziała co ma o tym mysleć..baza Northa była ogromna i wspaniała.Niestety nie mogła się tym długo nacieszyć..bo Święty musiał zacząć nawijać .Merida przez chwilę nie zwracała na nikogo uwagi..w pewnym momencie poczuła zimną dłoń należącą do Jack'a.

Jack-Wszystko gra?
Merida-Tak...jest ..ok..
North-A więc Merido..ja też z początku nie ,mogłem w to uwieżyć..ale księżyc powiedział nam strażnkom,że ty ..też zostałaś wybrana....ale twoje zadania będą inne niż nasze..będziesz się zajmować ukazywaniem piekna i radości Jesieni...żeby nie była nudna..
Merida-.....Nie..to znaczy tak oczywiście.
North-Dobrze.A więc chodz za mną...Yeti pracowały nad taką zabawką która zmienia wizerunek człowieka.
Merida-Tak? ..rozumiem...ale nie chce mieć białych włosów ..jak Jack.Bo jestem z lasu a nie z krainy Mrozu..
Jack-Ale ty miła jesteś.Dzięki bardzo..
North-Prosze bardzo..oto ona..no Merida wchodz śmiało..

Nie trwało to długo a Merida wyszła...miała piękne kasztanowo-brązowe włosy..oczy jeszcze bardziej niebieskie a suknię miała Fioletową z zielonym.

Jack-Wow.....
Merida-Dzięki .szkoda , że nie wiem jak wyglądam..
North-Super...
Piaskowy Ludek-!!!@#%^^>:(>)
Jack-o co chodzi Piasek?
Piasek-*&^^$$3@!)_+&^%
Merida- On chce mi dać lusterko Jack..nie zrozumiałeś co on mówi? Bo ja tak..dzięki Piasek..o..wow ale jestem..
Jack-Piekna? to chciałas powiedzieć..

North wskazał , że mają iść za nim..Merida nie mogła w to uwierzyć...

Kontynuacja tego to jest ten poprzedni rozdział ale en rozdział to będzie jeszcze konynuowany..pozdero :D







poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział 4 ..jak bym cię już kiedyś znała...

<Narrator>
Poranek był ciepły i słoneczny..ale nie dla wszystkich.Jack postanowił zrobić Meridzie żart i przymroził jej włosy , że z rudych zrobiły się ..białe! Oczywiście najmądrzejszy Pan Czkawka odradzał ale sam się z tego śmiał.a Merida? Cóż sami posłuchajcie...

Merida-No cześć..kurde ale zimno...ee..ale...
Jack-Serio? Zimno ci? Roszpunko!
Roszpunka-Tak ..hah..hih.
Jack-Daj swoje lusterko na chwilę.
Roszpunka-Okej masz.
Jack-Merido patrz..-Pokazał lusterko Meridzie ale jak zobaczyła swoje odbicie zdenerwowała się .
Merida-Co?? Jack jak możesz być tak podły? -zaczęła iść w głąb lasu..
Czkawka-Jak chcesz ją poderwać to inaczej stary..
Jack-oo no nie chce jej poderwać..-aż poczuł ciepło?
Roszpunka-biegnij za nią!

<Narrator>
Merida biegła do lasu zrozpaczona swoimi włosami..ale Jack ją dogonił..

Jack-Merido!..zaczekaj..
Merida-Zostaw mnie...
Jack-tss poprostu cię zatrzymam..

I w tym momencie Jack chwycił Meridę za ramiona i obrócił do siebie i teraz patrzyli sobie prosto w oczy..

Merida-Puść mnie..
Jack-A co jak nie?
Merida-Nie widzisz jak wyglądam?Muszę iść na zachodnią skarpę i ogrzać włosy..puść mnie
Jack-Nie bądz osobą bez serca ...nie jest zle..
Merida-Będę bez serca! Nikomu nie mówię nic miłego..
Jack-Naprawdę?
Merida-Takk..puść mnie..ale ...zimno..
Jack-Przykro mi a teraz gdzie mamy iść?
Merida-Ja idę bez ciebie..sama i puść mnie..
Jack-Nie nie puszczę , dobra wiem gdzie iść..

Szli tak a Merida w stalowym uścisku..ręki Jack'a.
Nagle Jack puścił Meridę...byli już na miejscu.

Merida-Szlak...jak można mieć białe włosy??
Jack-Ja mam i się cieszę..-Uśmiechnął się i usiadł koło Meridy
Merida-Ale tobie w nich ładn...nie..
Jack-Aha nikomu nie mówisz nic miłego , tak? hah
Merida-Ja tak tylko..nie ważne..
Jack-Wiesz co? Ja tak czuję jakbym cie kiedyś już widział..
Merida-Tak? ciekawe..myślę , że mało nas dzieli a dużo łączy..ale też czuję jakbym cie kiedyś juz widziała.
Jack-oo zobacz twoje włosy są znowu pomarańczowe..
Merida-poprostu rude , Jack.
Jack-Chodz wracamy ..-i podniósł Meridę i niechcąco się do niej przytulił
Merida-Nic sie nie stało..

<Jack>

Od 300 lat nie czułem nic podobnego..nie czuję już tylko mrozu ale i ciepło..może rzeczywiście Czkawka miał rację..Merida nadzwyczaj w świecie mi się podoba?Nie chcę narazie o tym myśleć.

<Narrator>
Droga mijała im wesoło i zbiżało sie południe..Dotarli po 10 min. Roszpunka ....rysowała coś w ,,tajnym pamiętniczku '' Czkawki a Merida czytała coś i skrobała z kawałka drewna łuk.A Jack jak zawsze myślał komu zbroić psikusa..ale po chwili odechciało mu się i spojrzał na Meridę..ona czując jego wzrok na sobie , spojrzała na niego uśmiechnęła się i wróciła do czytania.Jack pomyślał , że jak ma wolną chwilę to poukłada sobie w głowie myśli,gdy nagle na kamiennym stole pojawił się Welkanocny Zając.
W.Z-Jack ile minęło ? Kupa czasu nie? Ale ja nie w tej sprawie..Mrok znowu sie pojawił...
Jack-Mrok? O nie..
W.Z-Powiedz mi gdzie niejaka Merida?
Merida-No cześć ..ja jestem Merida a co>
W.Z-Będziesz potrzebna...Jack też..ale reszta ma zostać i pilnować pogody..bo to będzie ważne.
Jack-O nie..nie możecie jej tego zrobić!..
W.Z-O co ci chodzi? Nie marudz tylko hop,hop do mojego tunelu ..biegniemy północ do Northa...
Merida-Jeśli jestem potrzebna to idę..Jack, no chodz..
 < Narrator >
I biegli przed siebie ...aż w końcu dotarli do bazy Świętego Mikołaja czyli Northa..


Kontynuacja już jutro ..papapa






niedziela, 5 stycznia 2014

Pokaz zdj.

A tak myslałam , żeby zrobić pokaz zdj. jakie udało mi się uzbierać ..ale to tylko część . Mogłabym zrbić też z nimi gify ale  potrzebny do tego chociarz jeden kom. pozdro :D



                                                       

















hahahha :)

























































I razem :)








































I jeszcze Roszpunka sama :D
























Ok to koniec... Happy End :* 








piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 3

<Narrator>
Merida nie mogła uwierzyć we własny los...i w jej sercu przejawiało się uczucie , zwane miłością ...przeszył ją dreszcz zimna i zapytała resztę:
Merida - Słuchajcie i co teraz?
Jack-Nie wiesz? to twoja pora roku..więc...wiesz co? Może chodzmy na spacer co?
Merida-Ale kalendarz i....Roszpunka?
Roszpunka-Dam se radę ..zostanę z Czkawką i będziemy rysować.
Czkawka - Serio? Ok jak chcesz...-dostał rumienców
Jack-No chodz..dalej...-uśmiechnął się

I pociągnął Meridę za sobą gdzieś.

Merida-ekhmm...gdzie idziemy?
Jack-eee...nie wiem..tutaj! hah
Merida-No tak...opowiedz mi trochę o sobie..bo jak dotąd nie mieliśmy czasu się zapoznać
Jack-jeśli chcesz wiedzieć to ..mam...300 lat! hah
Merida-Tak to wiem..hahahha
Jack-Masz ładny uśmiech..i oczy też...cała jesteś ładna..
Merida-Dziękuję ..chyba...tyteż jesteś niczego sobie .
Jack-to tak lubię robić śmieszne miny...często używam sarkazmu,jak niektórzy mówią..mam namyśli Czkawkę...,,jesteś taki wredny, ,że nawet dzewa by uciekły''
Merida-hahahha serio? nie spodziewałabym się ...hmm..twojej wredoty ...u ciebie.hah
Jack-co jeszcze?No wiesz lubię robić różne psikusy itp.
Merida-? Tak? Ja niby jestem zwykłą dzikuską z lasu..ale tak naprawdę...
Jack-tak naprawdę?
Merida-kocham się smiać!Strzelać z łuku!Chodzić po lesie ...i robić pułapki dla zgubionych. i..jeszcze..
Ale nikt nie zna mnie taką jaką jestem...nie jestem poukładana..może czasami.Szkoda tylko,że..
Jack-Tak ? Mów..
Merida-Moi rodzice mnie tu zostawili...i pozostałam niezależna. i to koniec mojej historii...
Jack-Wiesz co? Niespodziewałem się , że będziesz dla mnie taką bratnią duszą...jesteś wspaniała.
Merida-Dzięki..ty też..ale chodzmy już ..muszę przejrzeć kalendarz..
Jack-ok...chwyć mnie za rękę...i
Merida-eyeye idziemy moją drogą..skarbie..za mną


<Narrator>


I w 6 sekund znależli się na polanie..i tam jak od początku była Roszpunka i Czkawka.Smiali się ..rysowali i wszystko!Długo trwało by ich uspokoić..ale niestety.Po obiejrzeniu kalendarza..Merida chciała się położyc aleniebardzo wiedziała gdzie.
Merida-Hej ludzie gdzie mamy spać?
Jack-?
Roszpunka-?
Czkawka-możemy rozpalić ognisko i przespać się na trawie a rano się pomysli.
Jack-Brawo Czkawko ! Jednak myślisz..a ja miałem już wątliwości .
Merida-hahaha ...to kto rozpala?
Jack-Nie patrz na mnie ..ja umiem tylko zamrażać.
Czkawka-Dzięki Jack...ehh ja to zrobię..odsuncie się..
Jack-Bo poparzy..ahahah
Czkawka-Przestań mnie ośmieszać..szkoda , że nie można cię zgasić
Roszpunka-Dalej ...aaa..bo spać mi się chce.


<Narrator>
I po nieudanych próbach i jednej udanej...oraz ripostach Jack'a...Poszli spać a ich ciała pokryła fala ciepła.




Dobranoc pszczółki do zobaczenia..papapap i sorry za błędy:D











Infooooooo!!!

Jak tam ? Podoba się narazie? Być może rozdział dodam dzisiaj bo mamy piąteczek i jest zajebiaszcie :D
Szykujcie cierpliwość bo rozdział może być długi ;)


papa misiaki , słodziaki :D