poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział 4 ..jak bym cię już kiedyś znała...

<Narrator>
Poranek był ciepły i słoneczny..ale nie dla wszystkich.Jack postanowił zrobić Meridzie żart i przymroził jej włosy , że z rudych zrobiły się ..białe! Oczywiście najmądrzejszy Pan Czkawka odradzał ale sam się z tego śmiał.a Merida? Cóż sami posłuchajcie...

Merida-No cześć..kurde ale zimno...ee..ale...
Jack-Serio? Zimno ci? Roszpunko!
Roszpunka-Tak ..hah..hih.
Jack-Daj swoje lusterko na chwilę.
Roszpunka-Okej masz.
Jack-Merido patrz..-Pokazał lusterko Meridzie ale jak zobaczyła swoje odbicie zdenerwowała się .
Merida-Co?? Jack jak możesz być tak podły? -zaczęła iść w głąb lasu..
Czkawka-Jak chcesz ją poderwać to inaczej stary..
Jack-oo no nie chce jej poderwać..-aż poczuł ciepło?
Roszpunka-biegnij za nią!

<Narrator>
Merida biegła do lasu zrozpaczona swoimi włosami..ale Jack ją dogonił..

Jack-Merido!..zaczekaj..
Merida-Zostaw mnie...
Jack-tss poprostu cię zatrzymam..

I w tym momencie Jack chwycił Meridę za ramiona i obrócił do siebie i teraz patrzyli sobie prosto w oczy..

Merida-Puść mnie..
Jack-A co jak nie?
Merida-Nie widzisz jak wyglądam?Muszę iść na zachodnią skarpę i ogrzać włosy..puść mnie
Jack-Nie bądz osobą bez serca ...nie jest zle..
Merida-Będę bez serca! Nikomu nie mówię nic miłego..
Jack-Naprawdę?
Merida-Takk..puść mnie..ale ...zimno..
Jack-Przykro mi a teraz gdzie mamy iść?
Merida-Ja idę bez ciebie..sama i puść mnie..
Jack-Nie nie puszczę , dobra wiem gdzie iść..

Szli tak a Merida w stalowym uścisku..ręki Jack'a.
Nagle Jack puścił Meridę...byli już na miejscu.

Merida-Szlak...jak można mieć białe włosy??
Jack-Ja mam i się cieszę..-Uśmiechnął się i usiadł koło Meridy
Merida-Ale tobie w nich ładn...nie..
Jack-Aha nikomu nie mówisz nic miłego , tak? hah
Merida-Ja tak tylko..nie ważne..
Jack-Wiesz co? Ja tak czuję jakbym cie kiedyś już widział..
Merida-Tak? ciekawe..myślę , że mało nas dzieli a dużo łączy..ale też czuję jakbym cie kiedyś juz widziała.
Jack-oo zobacz twoje włosy są znowu pomarańczowe..
Merida-poprostu rude , Jack.
Jack-Chodz wracamy ..-i podniósł Meridę i niechcąco się do niej przytulił
Merida-Nic sie nie stało..

<Jack>

Od 300 lat nie czułem nic podobnego..nie czuję już tylko mrozu ale i ciepło..może rzeczywiście Czkawka miał rację..Merida nadzwyczaj w świecie mi się podoba?Nie chcę narazie o tym myśleć.

<Narrator>
Droga mijała im wesoło i zbiżało sie południe..Dotarli po 10 min. Roszpunka ....rysowała coś w ,,tajnym pamiętniczku '' Czkawki a Merida czytała coś i skrobała z kawałka drewna łuk.A Jack jak zawsze myślał komu zbroić psikusa..ale po chwili odechciało mu się i spojrzał na Meridę..ona czując jego wzrok na sobie , spojrzała na niego uśmiechnęła się i wróciła do czytania.Jack pomyślał , że jak ma wolną chwilę to poukłada sobie w głowie myśli,gdy nagle na kamiennym stole pojawił się Welkanocny Zając.
W.Z-Jack ile minęło ? Kupa czasu nie? Ale ja nie w tej sprawie..Mrok znowu sie pojawił...
Jack-Mrok? O nie..
W.Z-Powiedz mi gdzie niejaka Merida?
Merida-No cześć ..ja jestem Merida a co>
W.Z-Będziesz potrzebna...Jack też..ale reszta ma zostać i pilnować pogody..bo to będzie ważne.
Jack-O nie..nie możecie jej tego zrobić!..
W.Z-O co ci chodzi? Nie marudz tylko hop,hop do mojego tunelu ..biegniemy północ do Northa...
Merida-Jeśli jestem potrzebna to idę..Jack, no chodz..
 < Narrator >
I biegli przed siebie ...aż w końcu dotarli do bazy Świętego Mikołaja czyli Northa..


Kontynuacja już jutro ..papapa






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz